Kościół Świętego Franciszka w Porto to jeden z tych miejsc, które z zewnątrz nie krzyczą. Surowa gotycka fasada z XIV wieku nie zdradza, co się kryje w środku. A w środku masz barokową eksplozję złota – kilogramy czystego złocenia na ścianach, kolumnach, ołtarzu. Nie przesadzam. Mówi się, że użyto tu około trzystu kilogramów tego kruszcu.
Budowę rozpoczęto w 1383 roku, ale to co widzisz dzisiaj powstało głównie w XVII i XVIII wieku, kiedy mnisi franciszkańscy postanowili całkowicie przerobić wnętrze. Zatrudnili najlepszych rzemieślników epoki – efekt jest przytłaczający w najlepszym tego słowa znaczeniu. Każdy centymetr pokryty rzeźbionymi aniołami, winoroślem, ptakami.
Co zobaczyć w środku
Główny ołtarz to oczywiście centralny punkt. Ale zwróć uwagę na katakomby pod kościołem – tam pochowano członków bractw religijnych i arystokrację z Porto. Mało kto o tym wie, ale od zewnątrz, przy bocznej ścianie, znajdziesz cmentarz w którym został pochowany jeden z braci Napoleona. Konkretnie francuski generał Moreau, który walczył w Portugalii.
Jest jeszcze różaniec z drewna na ścianie przy wejściu. Gigantyczny. I muzeum sztuki sakralnej w przyległym budynku, choć szczerze większość ludzi przychodzi dla tego złota.
Praktyczne informacje
Kościół znajdujesz tuż przy placu Infante Dom Henrique, dziesięć minut piechotą od Torre dos Clérigos. Wejście jest płatne – około 8 euro, ale bilet łączony z Pałacem Giełdy (który jest tuż obok) wychodzi taniej.
Nie ma mas turystów jak w Lizbonie, ale między 11 a 15 robi się tłoczno. Rano przed dziesiątą masz spokój. Zwiedzanie zajmuje jakieś pół godziny, może czterdzieści minut jeśli dokładnie oglądasz detale.
W środku jest chłodno latem i zimno zimą. Te grube gotyckie mury nie puszczają ciepła. A fotografie – oficjalnie bez flesza, ale nikt nie patrzy na ręce.
Warto połączyć z wizytą w Ribeirze, która jest pięć minut stąd w dół. Zejść na nabrzeże, napić się porto w jednej z piwnic. Całość układa się w sensowną trasę na popołudnie.







